Osobom, które nie uprawiają sztuki T’ai Chi Ch’uan (Taijiquan) 太极拳 dziwne może się wydawać mówienie o użyciu siły w tym kontekście. No przecież nieustannie słyszy się, że Tai Chi polega na relaksie, a nie na użyciu siły, a wykonujący formy Tai Chi poruszają się powoli, płynnie, miękko, zachowując stan wyciszenia, skupienia i relaksu.

Także osoby, które już rozpoczęły naukę, które wiedzą że T’ai Chi Ch’uan to bardzo nietypowa, ale jednak sztuka walki, dowiadują się, że nie chodzi tutaj o użycie siły, ale o wykorzystanie siły przeciwnika przeciwko niemu. Często też słyszą sformułowanie „Yong yi, bu yong li” 用意,不用力 – używać umysłu (intencji, woli, idei), a nie siły. Mówienie o użyciu siły w tej sztuce wydaje się więc wielu osobom nieporozumieniem.

Nieporozumienia są jednak w dużej mierze spowodowane z jednej strony brakiem głębszej znajomości tej sztuki, z drugiej także brakiem znajomości języka chińskiego i faktem, że terminy naszego języka, które wykorzystywane są w tłumaczeniu nie są ścisłymi odpowiednikami oryginalnych terminów w języku chińskim.

Tutaj skupię się na czterech terminach, stosowanych, gdy mówi się o teorii i praktyce sztuki Tai Chi (Taijiquan) – Yi, Qi, Li, Jin.

Yi 意 – w zależności od kontekstu niektóre z możliwych tłumaczeń, to: umysł, świadomość, intencja, idea, wola.

Qi 气 – najlepiej byłoby tego terminu nie tłumaczyć, ponieważ jest on faktycznie bardzo wieloznaczny, i trudno oddać go przy pomocy jednego polskiego słowa, czy nawet jednego wyrażenia, kryje się w nim bogactwo różnorodnych znaczeń. Ogólnie pojęcie qi odpowiada w pewnym stopniu naszemu pojęciu energii w bardzo szerokim rozumieniu. Z tym, że dawni Chińczycy początkowo traktowali qi raczej jako rodzaj subtelnej, eterycznej materii, która wszystko ożywia i wprawia w ruch. Pojęcie to odnieść można do wszelkich wpływów i zależności, zarówno do sfery czysto fizycznej, do oddziaływań materialnych, jak i sfery psychicznej, sfery subiektywnych odczuć, a także do sfery ewentualnych zjawisk określanych jako nadnaturalne, w których istnienie wierzą niektórzy ludzie. Zatem qi może odnosić się do typowych oddziaływań fizycznych, w tym po prostu do ludzkiej siły – często w tym kontekście używa się słowa liqi 力气, składającego się z dwóch elementów li – siła i qi – to qi o którym tutaj mówimy. Pojęcie qi wykorzystuje się także w tradycyjnej chińskiej medycynie, gdzie wyróżnia się wiele różnych rodzajów qi. O qi mówi się również w teorii sztuki. Nie powinno to wydawać się dziwne, jako że i my mówimy często o oddziałującej na nas poprzez percepcję wzrokową lub słuchową „energii” utworu poetyckiego, muzycznego, czy plastycznego. Zjawiska meteorologiczne, to również qi – pogoda ogólnie określana jest jako tianqi 天气, czyli qi nieba (bądż niebiańskie qi). Termin qi pojawi się oczywiście także wówczas, gdy mowa będzie o zjawiskach paranormalnych. W końcu my również w takim kontekście mówimy o tak zwanych nadnaturalnych energiach, o bioenergii, o energii kosmicznej itp. Jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że gdy ktoś posłuży się słowem energia, to wcale nie musi oznaczać, iż mowa jest o zjawiskach paranormalnych, a nawet że w większości przypadków wcale o tego typu zjawiska nie będzie chodziło. Piszę o tym, ponieważ wiele osób, które nie znają tej tematyki zbyt dokładnie, ma tendencję by kojarzyć pojawienie się terminu qi w klasycznych chińskich teoriach Tai Chi ze zjawiskami paranormalnymi, ezoteryką, czy wręcz okultyzmem, podczas gdy jest to nieporozumienie podobne do tego, jakby ktoś kierował myśli od razu ku zjawiskom paranormalnym zawsze gdy w rozmowie Europejczyków pojawi się słowo energia – a tymczasem rozmowa mogła dotyczyć na przykład rachunku za energię elektryczną…

Li – siła, to podstawowy termin którym najczęściej określa się siłę w rozumieniu naukowym i potocznym. Może odnosić się do wysiłku – o niepotrzebnym użyciu siły li powie się, gdy w jakieś działanie wkładany jest nadmierny wysiłek.

Jin – w języku potocznym często jest to synonim siły li 力. W Chińskich sztukach walki natomiast często dokonuje się rozróżnienia na li 力 i jin 劲. Li to wówczas typowa siła przeciętnego człowieka, który nie uprawia sztuki walki. Li to także ta siła człowieka uprawiającego sztukę walki, która jest rezultatem treningu siłowego, to co byśmy nazwali siłą mięśniową. Jin wówczas to właściwa siła efektywna, rozwijana przez trening typowy dla sztuki walki, ta siła którą oddzialujemy na przeciwnika, uderzając go, czy rzucając nim. Na jin składa się zatem także właściwa koordynacja całego ciała, która jest efektem treningu technicznego w sztuce walki. Możemy tutaj odwołać się do przykładu choćby boksu – ktoś może ćwiczyć na siłowni, znacząco zwiększając siłę mięśni, czyli li, a tymczasem efekt jego uderzenia pięścią, czyli jin będzie znacznie słabszy niż uderzenia boksera, który być może dysponuje mniejszą siłą mięśniową, ale znacznie lepszą techniką, jego ciało podczas wykonywania uderzenia jest znacznie lepiej skoordynowane. Oczywiście jin zależy także od li, natomiast duża siła li nie musi jeszcze oznaczać dużej siły jin.

W Tai Chi (Taijiquan), a także w innych systemach zaliczanych do grupy Neijia 内家 („wewnątrzna rodzina”), takich jak Xingyiquan 形意拳, czy Baguazhang 八卦掌, często mówi się o “sile wewnętrznej“ neijin 内劲. Niektórzy tłumaczą ten termin jako „energia wewnętrzna”. To znaczy tłumaczą go nie z języka chińskiego, ale najczęściej z angielskiego. Otóż sytuacja w przypadku źródeł angielskojęzycznych jest bardzo chaotyczna i spotyka się wiele różnych tłumaczeń. Neijin może się tam pojawić jako „internal force”, „internal strength”, „internal power”, „internal energy”. Stąd i u nas pojawiły się terminy „wewnętrzna siła”, „wewnętrzna moc”, „wewnętrzna energia”. Szczególnie użycie terminu „wewnętrzna energia” przyczynia się do pogłębienia nieporozumień. Po części dlatego, że o qi niektórzy też mówią „wewnętrzna energia”. No i efekt jest taki, że przeciętny Czytelnik, nawet uprawiający Tai Chi, czyta tłumaczenie książki lub artykułu w języku angielskim, gdzie pojawia się termin „wewnętrzna energia”, i często myśli, że chodzi o qi, nie zdając sobie sprawy z tego, że gdzieś tam na początku tej zabawy w głuchy telefon, w języku chińskim mogła być mowa wcale nie o qi, a o jin, o neijin. Takie nieporozumienia nie sprzyjają sprawnej nauce i pogłębianiu wiedzy o Tai Chi.

Dlaczego w Tai Chi mówi się o „sile wewnętrznej” neijin 内劲, podczas gdy w większości chińskich systemów po prostu o sile jin 劲? Jak już wyjaśniłem, w przypadku typowych sztuk walki rozróżnienie pomiędzy li, a jin jest całkiem jasne. Z jednej strony baza w postaci siły mięśniowej, z drugiej umiejętność efektywnego oddziaływania na ciało przeciwnika, będąca wynikiem treningu sztuki walki, w dużej mierze treningu technicznego, który pozwala odpowiednio skoordynować ruchy całego ciała i współdziałanie mięśni całego ciała. Przy czym oczywiste jest, że ta siła jin opiera się na sile li, że wkłada się pracę mięśni, a do tego dodaje koordynację, technikę. Chociaż w efekcie na wysokim poziomie często dochodzi do sytuacji, gdy uderzający (takie relacje pochodzą choćby od bokserów) ma wrażenie, że wykonał uderzenie pozostając zupełnie rozluźniony, „nie napinając mięśni”, a tymczasem to właśnie takie uderzenie wywarło na przeciwniku większe wrażenie niż poprzednie, gdy nasz bokser czuł, że bardziej angażuje mięśnie! Otóż problem polega na tym, że nadmierne napięcie, nadmierny wysiłek, zmniejszają efekt uderzenia. Gdy w nieodpowiednim momencie kurczą się nieodpowiednie mięśnie, to działają przeciwko tym, których skurcz w tym momencie jest efektywny. Tak zmniejsza się siła. Tak zmniejsza się szybkość, która jest istotnym czynnikiem wpływającym na to, jak duża energia (i to nie „energia kosmiczna”) zostanie przekazana uderzanemu celowi. Zatem wrażenie większego zaangażowania mięśni, większego napięcia często wynika z nadmiaru napięcia, ze sztywności, która blokuje ruch i zmniejsza skuteczność działania. Tymczasem „puszczenie” tych niepotrzebnych spięć sprawia, że uderzenie będzie szybsze i w rezultacie także mocniejsze, a tymczasem wrażenie uderzającego jest takie, jakby „nie użył mięśni”. Jest to taki aspekt zachodniego boksu, który bardzo ułatwia nam zrozumienie Tai Chi…

Otóż w Tai Chi mówi się o „sile wewnętrznej” neijin内劲, ponieważ dąży się do tego, żeby nie było tutaj tego niepotrzebnego napięcia, niepotrzebnej sztywności, które sprawiają, że nie osiąga się optymalnego efektu. W takim przypadku mowa byłaby nie o „sile wewnętrznej” neijin 内劲, a zwykłej sile li 力, czy o „niezdarnej sile” zhuoli 拙力. Gdy we właściwy sposób używamy siły w Tai Chi, wówczas wrażenie jest takie jakbyśmy jej nie używali, jakbyśmy nie używali mięśni. Stąd mowa o użyciu „siły wewnętrznej”, jakby „nie pochodzącej z mięśni”, zamiast „siły zewnętrznej”, która kojarzy się w wysiłkiem, z napięciem.

Zatem ucząc się Tai Chi, słyszymy nauczycieli powtarzających „używaj świadomości, a nie siły” yong yi bu yong li 用意不用力. To nasza świadomość ma prowadzić ruch, mamy być bardzo uważni, by poczuć, że całe ciało pracuje jako jedność, że w ruchu tym nie pojawiają się niepotrzebne spięcia, usztywnienia. Takie spięcie, usztywnienie, to będzie „użycie siły”, którego chcemy uniknąć.

Warto też zwrócić uwagę na rozróżnienie pomiędzy właściwą dla Tai Chi siłą całościową zhengtijin 整体劲, co często jest synonimiem pojęcia „siła wewnętrzna” neijin 内劲, a niewłaściwą siłą częściową lub siłą lokalną jubuli 局部力. Gdy wykonując jakieś działanie zaangażujemy całe ciało w sposób odpowiednio skoordynowany, nie odczujemy dużego spięcia, często będzie temu towarzyszyło wrażenie działania bez wysiłku, bez użycia siły. Jeśli tego nie potrafimy, zwykle nadmiernie angażujemy jakąś część – często będzie to ramię – wówczas poczujemy że wkładamy w dane działanie duży wysiłek, pojawi się duże napięcie, a nawet ból w okolicy barku – to jest przykład tego niewłaściwego użycia siły – użycie siły lokalnej, siły niezdarnej. Jak widzimy dla użycia tak zwanej „siły wewnętrznej” charakterystyczne jest wrażenie iż nie wkładamy w działanie wysiłku, „nie używamy siły”.

Siła wewnętrzna zatem to bardzo efektywne użycie ciała, z doskonałą koordynacją, bez niepotrzebnych usztywnień. Przy czym jest to tylko jeden aspekt tego zagadnienia, który jednak należy szczególnie podkreślić, choćby ze względu na to, że wiele osób, które wyrażają zainteresowanie nauką Tai Chi ma tendencję do lekceważenia tak podstawowych kwestii i uciekania myślami ku „kosmicznym energiom”. Otóż w pracy nad „wewnętrzną siłą” neijin 内劲 w Tai Chi podstawą jest użycie świadomości yi 意 oraz praca nad odczuwaniem qi 气. To są pewne aspekty wewnętrzne, stąd i siła której rozwój się na tym opiera nazywana będzie wewnętrzną.

Jak już wiemy termin qi 气 może mieć szerokie i różnorodne zastosowania. Także w przypadku Tai Chi, gdy mówimy o prozdrowotnych walorach tej sztuki, zastosowanie może mieć termin ten w takim sensie w jakim używany jest w chińskiej medycynie. Tę kwestię zostawimy jednak na inną okazję – o wiele więcej wniesie rozważanie tego aspektu w odniesieniu do stricte prozdrowotnych metod Qigong. Tutaj skupmy się raczej na tych aspektach, które podkreślone zostały w klasyczych teoriach sztuki T’ai Chi Ch’uan, które to teorie skupiają się faktycznie na aspekcie sztuki walki, a więc i na kwestiach generowania siły i różnych sposobach zastosowania siły w walce.

W klasycznych teoriach tej sztuki znajdziemy wskazówkę dotyczącą tego jak należy ćwiczyć sekwencje i formy – otóż nie powinno być to zwykłe wykonywanie ruchów, powtarzanie wyuczonej choreografii, a opierać powinno się na formule „przy pomocy świadomości poruszać qi, przy pomocy qi poruszać ciałem” yi yi xing qi yi qi yun shen 以行气,以气运身. Zatem po pierwsze musimy zaangażować nasz umysł, świadomość. Po drugie musimy pracować z qi. Musimy poczuć tak zwany przepływ qi, by móc czuć, że nasze zrelaksowane ciało porusza się nie na takiej zasadzie jak zwykle, ale jakby poddając się temu przepływowi.

Istnieją proste sposoby, by sporo osób, nawet spośród początkujących, mogło poczuć pewien przedsmak tego co opisywane jest słowami „świadomość prowadzi qi, qi porusza ciałem”. Możemy stanąć, zachowując relaks i wyobrażając sobie że nasze ciało jest bardzo lekkie i delikatne. Jeśli powieje choćby lekki wiatr, to poruszy nasze ciało. Zatem wyobraźmy sobie, że ten wiatr powiał na przykład od tyłu, poczuliśmy napór powietrza na plecy, a ponieważ nie zapieramy się, lecz poddajemy tej sile, powoduje to, że się przemieszczamy do przodu, na przykład wysuwając jedną stopę i robiąc krok. Wymaga to pewnej wrażliwości, jednak sporej części osób udaje się odczucie tego już za pierwszym razem. Kluczowe jest wzbudzenie pewnego odczucia, czegoś co nazywane jest wrażeniem kinestetycznym. Jest to nieco podobne do odczucia w sytuacji gdy pociąg zatrzymał się na stacji, po pewnym czasie patrząc przez okno widzimy ruch i równocześnie w naszym ciele, czy jakby „w brzuchu” czujemy, że nasz pociąg ruszył. Tymczasem po kilku sekundach okazuje się, że nasz pociąg w dalszym ciągu pozostaje nieruchomy na peronie, natomiast odjechał pociąg, który stał na sąsiednim torze. Więc było to złudzenie, ale tak bardzo realne, czuliśmy to naszym ciałem, tak jakby nasze ciało, wraz z naszym pociągiem były wprawiane w ruch. W opisywanym tutaj prostym ćwiczeniu chodzi o podobne wzbudzenie pewnego wrażenia. Z tym, że nie będzie ono wynikiem złudzenia, czyli swego rodzaju pomyłki umysłu, a wynikiem naszego świadomego zaangażowania umysłu, wyobraźni. Zatem najpierw jest zaangażowanie umysłu, świadomości, a więc tego, co w klasycznej teorii określane jest terminem yi – myślimy że wieje wiatr, że pojawił się strumień powietrza. Wówczas powinno pojawić się wrażenie, że ten wiatr nas popycha, że pojawiła się pewna siła, energia, która działa na nasze ciało. Gdy uda nam się wzbudzić takie odczucie – innymi słowy czucie qi, wówczas łatwo będzie zrealizować trzecią część, poddać się tej sile, temu odczuciu, tak by ruch był jakby efektem działania tej odczuwanej, popychającej nas siły. Mamy tutaj taką uproszczoną sytuację, która ilustruje sformułowanie klasycznej teorii Tai Chi: „przy pomocy umysłu poruszać qi, przy pomocy qi poruszać ciałem”. Oczywiście w przypadku złożonych ruchów i form Tai Chi jest to o wiele trudniejsze do osiągnięcia, wymagając zwykle lat nauki, gdzie na początku skupiamy się na ruchach, i stopniowo poprawiamy świadomość ciała, wrażliwość na sygnały płynące z ciała, doskonalimy koordynację pomiędzy świadomością a ruchem. Stopniowo zaczynają się pojawiać odczucia qi, jakby pewnego przepływu, pewnej energii. Najpierw to odczucie może być bardzo fragmentaryczne i efemeryczne, potem stopniowo staje się coraz bardziej trwałe i obejmujące całe ciało, czyli jakby mocniejsze i pełniejsze – czyli wzmacnia się qi w takim rozumieniu. Wówczas możemy regularnie ćwiczyć zgodnie z zasadą opisaną w klasycznej teorii. Przy czym na najwyższym poziomie to świadome prowadzenie ciała przy pomocy wrażenia przepływu qi powinno się stać czymś naturalnym, bez starania się, by zaangażować świadomość. Stąd odwołania na przykład do koncepcji tak zwanego niedziałania wuwei 无为 – które jednak nie jest niedziałaniem. Stąd mowa o stanie jakby świadomym i równocześnie nieświadomym you yi wu yi 有意无意. Są to klasyczne chińskie próby wyjaśnienia pewnych rzeczy, które dzisiaj możemy też objaśniać inaczej. Na przykład podczas kursu instruktorskiego prowadzonego przez wykładowców Akademii Wychowania Fizycznego mówiono nam o etapach doskonalenia umiejętności ruchowych: od nieświadomej niekompetencji (laik przed rozpoczęciem treningu), przez świadomą niekompetencję (po rozpoczęciu nauki), świadomą kompetencję (prawidłowe wykonanie ćwiczenia, ale wymagające myślenia o tym) do nieświadomej kompetencji (czyli to chińskie wuyi 无意 – bez świadomości).

Trening formy w opisany powyżej sposób daje podstawę do treningu z partnerem – tui shou 推手, tak zwane pchające ręce. Forma daje nam bazę dla rozwinięcia umiejętności użycia siły w sposób, który klasyczne teorie określają użyciem “siły wewnętrznej”, neijin 内劲 a nie “siły niezdarnej” zhuoli 拙力. Jednak to podczas ćwiczeń z partnerem przekonujemy się jak ta siła działa, jak wpływa na partnera/przeciwnika, uczymy się jak naszą siłę wykorzystywać w różny sposób, dostosowując ją do działań partnera/przeciwnika, tak by nie wkładać w to nadmiernego wysiłku (czyli innymi słowy „nie używać siły“) oraz by wykorzystywać siłę przeciwnika przeciwko niemu. Na tym etapie zaczynamy sobie zdawać sprawę z wielu niedostatków, których wcześniej nie zauważaliśmy podczas ćwiczenia formy, dzięki czemu możemy ćwiczyć formę efektywniej, co znów przekłada się na poprawę wykonania ćwiczeń z partnerem i faktycznych umiejętności.

Na początku, mimo że formę staraliśmy się wykonywać bez niepotrzebnych usztywnień, okazuje się że w ćwiczeniu z partnerem nie jesteśmy w stanie uniknąć spięć i użycia siły lokalnej. W wyniku dłuższego procesu nauki i treningu zaczynamy się siłą posługiwać coraz bardziej ekonomicznie, coraz bardziej efektywnie. Będziemy w stanie coraz lepiej wykorzystywać siłę przeciwnika i jego błędy przeciwko niemu, wykorzystując jego brak stabilności, zachwiania równowagi i momenty nieuważności, gdy traci zdolność do panowania nad równowagą, by działając naszą siłą obalić lub w spektakularny sposób daleko odepchnąć/odrzucić, bez wkładania w to niepotrzebnego wysiłku, bez poczucia napięcia, jakby „bezmięśniowo”, jakby posługując się „energią wewnętrzną”. Oczywiście po części wynika to z odpowiedniej koordynacji całego ciała, by nie użyć „siły lokalnej”, a po części z tego, że wykorzystuje się odpowiedni moment – „gdy przeciwnik wpada w pustkę” luokong 落空 i traci równowagę, a wtedy rzeczywiście spektakularny efekt może zostać osiągnięty przy znacznie mniejszym wysiłku, niż gdy próbujemy walczyć na zasadzie siła przeciwko sile – to określa się z kolei jako przepychanie wołów dingniu 顶牛 i uważane jest za wielki błąd w sztuce Tai Chi.

Oczywiście umiejętności tego typu przejawiają się najbardziej spektakularnie, gdy nasz przeciwnik posiada wyjątkowo niskie umiejętności. Im mniejsza różnica poziomów obydwu przeciwników, tym trudniej jest w praktyce wyrazić ideały. Stąd bokser z jednej strony w ciągu dwóch sekund może znokautować kilku „leszczy” w barze, a na ringu, z równorzędnym przeciwnikiem tego nie dokona. Podobnie zapaśnik może jednym ruchem i bez wysiłku wykonać rzut na przypadkowym napastniku, a na macie, w walce o medal olimpijski będzie dyszał i sapał. Naiwnym byłoby sądzić, że w przypadku Tai Chi jest inaczej.

Ciąg dalszy nastąpi….

Autor: Andrzej Kalisz